sobota, 08 października 2011
Ponad rok ...
mnie tu wcale nie bylo. Juz zapomnialam jak blogowo wygladam. Swiat mi sie przewrocil ale dobrze, pozytywnie, radosnie. Czekac na takie zmiany warto bylo. Teraz mysli uporzadkowac musze (chociaz teoretycznie tyle czasu na to mialam :-) ale od razu mowie, ze wszystkich tajemnic nie zamierzam z siebie zrzucac. Za specjalne sa, za wazne ... wiec tylko dla mnie :-)
sobota, 11 września 2010
Chodzace niespodzianki

Nie wiem jak u innych ale w moim przypadu - jak sie dlugo gdzies nie wchodzi to sie potem juz na amen nie chce drzwi otwierac, nawet tych wirtualnych. A bo to sie klucze zapomnialo albo zamek sie wzial i wymienil, albo zycie sprawilo nam pare niespodzianek, albo sie nie ma juz nic madrego do powiedzenia (bo glupiego to sie ma zawsze). No i u mnie tak wlasnie jest.

Z wyzej wymienionych ewentualnosci najbardziej pasuje zyciowa niespodzianka i to taka, ktorej juz za Chiny w zyciu bym sie nie spodziewala. Wygrana w totolotka by mnie tak nie zaskoczyla jak ta jedna marcowa wiadomosc, ktora nagle przyszla - chociaz bardziej by pasowalo, ze na leb mi radosnie spadla i juz zostala. Nie wiem czy wkrotce tytulu bloga nie przyjdzie mi zmienic albo w ogole nowy zaczac (chociaz gdzie ja czas na pisanie bede miala??????) bo wyglada na to, ze "za chwile" zaczna mi sie w zyciu calkiem nowe komedie :-)

P.S. A w pracy w porzadku. Odkurzaczowy Ronald wyrazil zainteresowanie otwarciem swojej nowej fabryki w Polsce, pod warunkiem, ze mamy dostep do europejskich wtyczek i kontaktow (tych w scianach rzecz jasna). Ile to jednak czlowiek musi zaplanowac zeby prosperujacym kapitalista zostac.

P.S. Tym, ktorzy tu czasami jeszcze zagladaja dziekuje za pamiec i pozdrawiam :-)

środa, 24 lutego 2010
Swiat odkurzaczy

Zadzwonila do mnie jakas godzine temu byla szefowa, z propozycja pracy u siebie. Moze bym sie i skusila ale po pierwsze ona sama w lipcu odchodzi na emeryture - co mi sie bardzo nie podoba bo troche psuje takie moje ciche przyszlosciowe plany, a po drugie musialabym kompletnie oszalec zeby zrezygnowac z wolnosci, ktora daje mi nowa praca.

Bo nie ukrywam, ze to co od stycznia robie zaczyna mi sie bardzo podobac. Odwiedzam rozne szkoly i indywidualnie pracuje z mlodymi autystykami. Mam czas na to by pomyslec i sie zastanowic, czas by wykonac wlasne pomoce szkolne i wymienic mysli z osoba po drugiej stronie biurka. Po dosyc sztywnym, przez ostatnie dziesiec lat, szkolnym rytmie pracy - ta dziwna swoboda, ktorej od stycznia doswiadczam jest przedziwnym ale, nie ukrywam, przyjemnym uczuciem.

Oczywiscie, ze tesknie za Rachel i za Jamie'm i za Wiliamem - ale moge ich odwiedzac, kiedy od czasu do czasu wpadam do szkoly jako woluntariusz (na to moja nowa praca tez mi na szczescie pozwala).

Do moich nowych ulubiencow dodam sobie Ronalda, dziewieciolatka, ktory jest niezwklym pasjonatem i prawdziwym znawca odkurzaczy i ktory do zycia podchodzi jak dojrzaly mezczyzna. Taki mentalny dziadek w ciele dziecka. Dzisiaj np zrobil mi maly wyklad na temat wyzszosci Dysona nad innym hooverem. Podobno jakis czas temu matka go przylapala jak probowal wyslac maila do wyzej wspomnianej firmy, z jakas skarga czy uwaga. A mnie rowniez dzisiaj opowiedzial o ostatniej swojej zabawie z kolegami, w finansowy kryzys. Ciekawe co Dyson na to?

piątek, 19 lutego 2010
Ku potomnosci

Jak sie po latach (no dobra, tygodniach/miesiacach - dramaturgia przekazu) wraca na swojego bloga to nigdy nie wiadomo co sie po powrocie zastanie. Nie wiadomo jakie sie bedzie mialo odczucia wzgledem ostatniej napisanej notki, nie wiadomo czy bedzie sie w stanie przypomniec to o czym KONIECZNIE chcialo sie w miedzyczasie opowiedziec, nie wiadomo czy ktos sie dopisal a jesli tak to jak i w jakim celu. No taka pustka kompletna - podobna chyba do odczucia jakie sie ma wracajac po bardzo dlugiej podrozy do domu - a tam drzwi otworzyc nie mozna bo listy zawalily przejscie, albo zimno wszedzie jak cholera bo nikt od dawna ogrzewania nie wlaczal albo telefon od zostawionych wiadomosci sie przegrzal i zapchal i tylko mruga tym czerwonym oczkiem, jak radio kiedys w dawnych czasach, chcociaz nie bo to oko radiowe to zielone przeciez bylo a nie czerwone, wiec mruga i mruga a moze mryga i mryga i tak naprawde to juz sama nie wiem do czego ta mysl miala prowadzic.

Aha - do naglego powrotu na nieuzywanego od jakiegos czasu (no bo przeciez nie od tak bardzo dawna!) bloga. No, to to jest taki wlasnie powrot jak powyzej. Wiec nie ukrywam, ze teraz oswoic sie musze i zastanowic o czym by tu i z jakiego powodu. Historyjek ukrytych w rekawie nie mam albo nie uwazam zeby byly warte wystawienia na widok publiczny chociaz wczesniej takie mi sie wlasnie wydawaly, dziwnie inteligentnie-interesujace.

Wyglada na to, ze dluga absencja nie sluzy, niczemu i nikomu - chociaz nie ukrywam, ze z pewnym zdziwieniem odkrylam, ze najwiekszym powodzeniem na blogu owym cieszy sie wpis z dawien dawna - o wspominkach kolonijnych. http://derka1.blox.pl/2005/05/Wspominki-kolonijne.html

Wciaz sie do niego jakas mlodz dopisuje i zwrotki kolonijnych cudow i refreny zamieszczcza. Moze powinnam to wszystko jakos zebrac i wlasnym sumptem wydac? - dla potomnosci?

piątek, 22 stycznia 2010
Genialna alternatywa

W ramach zyciowej rozrywki odwiedzilam dzisiaj swoja stara szkole. Wszyscy sie ucieszyli, dorosli i dzieci, oprocz Chloe (tej od rajstop) - bo w koncu zawsze ktos taki nieucieszony byc musi. Na moj widok wrzasnela - "D! Idz do domu! Do widzenia!"

Nigdy nie udalo mi sie z Chloe naprawde zaprzyjaznic, nad czym boleje do dzisiaj rzecz jasna. Wieki temu, analizujac sytuacje doszlismy do wniosku, ze byc moze to moj akcent byl glowna przyczyna tego Chloe nielubienia. Dostawala szalu przy niektorych wymawianych przeze mnie slowach i dramatycznie domagala sie ich zmiany na jakies inne, czasami o kompletnie odmiennym znaczeniu.

Raz kazala mi sie zamknac kompletnie co wywolalo pewna konsternacje. Zareagowalam prawidlowo, tak mysle, powiedzialam, ze nie wolno tak brzydko mowic i zazadalam uzywania ladnych slow. Chloe zastanowila sie chwile i wystrzelila z genialna alternatywa - "D! Zabierz stad swoj glos".

Pocieszam sie, ze dzisiejsza reakcja Chloe jest byc moze spowodowana stresem zwiazanym ze szkolna wycieczka narciarska, na ktora Chloe wyruszy w najblizszy poniedzialek. Rodzice, w ramach przygotowan, od jakiegos juz czasu serwuja jej obowiazkowe ogladanie konkursow w skokach i slalomie gigancie. W koncu grunt to dobra - chocby tylko wizualna - zaprawa.

piątek, 08 stycznia 2010
...

Dzisiaj jest smutny dzien.

Smutny dzien jest wtedy kiedy odchodza ludzie albo kiedy odchodza zwierzeta.

Dzisiaj odeszlo zwierze, ktore bylo jak czlowiek.

Zamykam oczy i widze jak z innym zwierzeciem, ktorego tez juz niestety nie ma, a ktore tez bylo jak czlowiek, gania po mieszkaniu az dywany fruwaja.

Zalosc w sercu i w pamieci. Mam nadzieje, ze w niebie tez sa dywany.

środa, 06 stycznia 2010
A w calej Anglii snieg...

... wiec nowa pani kierowniczka pozwolila zostac w domu, pewnie dlatego, ze sama z chalupy wlasnej wydostac sie nie moze (a moze i nie chce?). Jaka pozyteczna praca za chwile sie zajme ale najpierw tutaj slow pare wyskrobie by opowiedziec jak mi w nowym zakladzie pracowniczym idzie.

Nie mam zludzen, wielblada na konia sie nie przerobi, wiec i ja po 10 latach w szkole tak latwo pracownikiem biurowym nie zostane. Po dwoch dniach cztery litery mam obolale od siedzenia na krzesle i mozg mi juz paruje od przegladania bezsensownych papierow. Pocieszam sie, ze to tylko chwilowe i za moment (dluzszy lub krotszy w zaleznosci np od opadow sniegu) wyrusze na szkolne wedrowki. Troche zaczelam juz wczoraj bo nowe panie kolezanki zabraly mnie na spotkanie z rodzicami malych Autystykow w ramach programu "Wczesny Ptaszek" ("Early Bird").

Ciekawa to inicjatywa bo pozwala rodzicom dzieci, ktore wlasnie zostaly zdiagnozowane poznac autyzm od podszewki i chociaz troche zrozumiec wlasne dzieci i zaprzyjaznic sie z innymi rodzicami w podobnej sytuacji. Program trwa trzy miesiace. Obejmuje dzieci w wieku przed-szkolnym, czyli 3-4 lata i moze byc kontynuowany w ramach "Early Bird Plus" (dzieci w wieku 5-8 lat). Oferuje wyklady, wizyty w domach i propozycje konkretnych rozwiazan.

Wielka desperacje w oczach tych rodzicow wczoraj widzialam i nadzieje na zmiany wiec do programu zapisali sie wszyscy, jak ten jeden maz. Pewna pani z Somalii tez, ktora podobno do tej pory by uspokoic swojego czteroletniego Autystyka przywiazywala go do kaloryfera.

czwartek, 17 grudnia 2009
Swiateczne zyczenia

Powiedzialam uczniom wczoraj, ze odchodze. Nie przejeli sie zbytnio. Niby nie powinnam sie dziwic ale jednak sie troche zdziwilam bo pomyslalam sobie - no do cholery, przeciez bylo nam czesto fajnie razem przez te ostatnie cztery miesiace. Zapytali mnie kto ich teraz bedzie uczyl - i zanim zdazylam powietrze wciagnac w pluca by odpowiedziec - wyrazili zyczenie zeby Cheryl Cole.

Oj zdziwia sie w styczniu jak Liz do klasy zamiast mnie wejdzie.

A tymczasem kartke swiateczna od Williama dostalam z napisem w srodku "najlepszej nauczycielce na swiecie". No i jak tu Williama nie lubic. Powiedzialam mu kiedys, ze sympatia wielka go darze, bo darze, a on na to z tym swoim mocnym irlandzkim akcentem - "ale ja sie nie moge z Toba ozenic bo jestes za stara".

A skoro o kartkach mowa... W tym ostatnim przedswiatecznym szkolnym tygodniu chyba wszyscy nauczyciele poswiecili przynajmniej jedna lekcje na ich produkcje - no bo coz innego w tym przedswiatecznym tygodniu robic mozna. TJ sie popisal. Ciekawy uczen z ciekawym imieniem. Kiedys myslalam, ze to tylko taki skrot "TJ", a to imie wlasnie. TJ specjalizuje sie w nieregularnym uczeszczaniu do szkoly, pluciu i przeklinaniu wiec nikt sie zbytnio nie dziwil czytajac na wyprodukowanej przez niego swiatecznej kartce: "Dla mamy i taty. Odpierdolcie sie. TJ".

piątek, 04 grudnia 2009
Barborka

Wlasnie do mnie dotarlo, ze dzisiaj Barborka. Zapomnialam o tym, moze dlatego, ze nie znam zbyt wielu Barbar? Kiedys tez nie znalam ale panie z przedszkola byly czuje i nam, chetnym przedszkolakom, co roku o tym swiecie przypominaly. I kazde dziecko obowiazkowo uczestniczylo w produkcji gorniczych czapek z pioropuszem. Pamietam o tym do teraz bo taki powrot z przedszkola do domu w papierowej gorniczej czapce to byl prawdziwy czad.

Gdybym sobie wczesniej o tym przypomniala to moze wykonalabym dzisiaj jedna czapke swoja nieporadna artystyczna reka. Nie ukrywam, ze czasami w zyciu brakuje mi przedszkolnych odlotow.

niedziela, 22 listopada 2009
Girls Aloud lubia nosic rajstopy

Dzisiaj o tym jak mozna wykorzystac czyjas obsesje do wlasnych celow. Rzecz bedzie o Chloe, lat 11, ktora w tym roku mniej lub bardziej skutecznie zapelnia pustke po Jamim. Chociaz czy Jamiego jest w stanie ktokolwiek zastapic? Watpie.

Rodzice Chloe maja z nia problem bo Chloe mimo swojej jedenastki zachowuje sie czasami tak jakby miala na karku dobrych kilka lat wiecej. Czyli sie stawia i buntuje jak na prawdziwa nastolatke przystalo. I ostatnio odmawia, jak sie okazuje skutecznie, noszenia rajstop mimo listopdowych chlodow. Rodzicielka Chloe poddala sie juz chyba ostatecznie i codziennie witamy Chloe w bialych skarpetkach, z rajstopami i karteczka w torbie. "Wezcie cos zrobcie" - pisze rodzicielka. To robimy, albo chociaz probujemy. Tlumaczymy - mniej lub bardziej srogim glosem ale Chloe chowa sie w swoj autyzm i odrzuca wizje nog w rajstopach.

Az jedna z moich asystentek wpadla na pomysl. Chloe jest zafascynowana swiatem celebrytow, blysku i fleszy a najbardziej teraz lubi przedziwna kombinacje tanca i spiewu pt Girls Aloud. Asystentka znalazla wiec na internecie zdjecie powyzszych w rajstopach. O, to wlasnie:

Stworzyla wiec wiekopomne dzielo z owym zdjeciem, dolaczajac do niego podpis pt: "Girls Aloud lubia nosic rajstopy".

Pod zdjeciem umiescila zdjecie Chloe a pod nim kolejny podpis: "Chloe tez lubi nosic rajstopy".

Od tamtego czasu nie mamy problemow z Chloe i rajstopami. Chloe co prawda nadal przychodzi do szkoly w skarpetach bo mama nie ma rano czasu, ale zaraz do rak dostaje kartke ze zdjeciami, rajstopy i slowna instrukcje co dalej. I mimo swoich nastoletnich fochow robi to co jej ulubione artystki lubia robic najbardziej. Czyli... nosi rajstopy :-)

poniedziałek, 16 listopada 2009
Miedzy zebami

Robbie Williams przysnil mi sie ostatniej nocy.

Okazalo sie, ze uzywamy takej samej pasty do zebow.

Kto by pomyslal.

sobota, 14 listopada 2009
Nowinki

Jedna moja nowa kolezanka zmusza mnie do pracy. Pisemnej zeby nie bylo watpliwosci bo do innej pewnie by nie dala rady :-) (tak, tak kolezanko, to przez Ciebie sie musze wysilac zamiast ogladac z przyjemnoscia kolejny odcinek programu pana Cejrowskiego, tym razem o plemieniach malych tutkow i duzych tutkow. Bardzo pouczajacy :-) ).

Dostalam nowa prace. Od stycznia wiec prawie za chwile. Bede sie wciaz zajmowac uczniami z ASD ale w szkolach niespecjalnych. Nie bede juz uczyc w jednej szkole. Zatrudnia mnie lokalny samorzad wiec bede miala biurko w jakims pokoju w jakims budynku i stamtad bede jezdzic do roznych miejsc i wiedza (mam jakas???) sie dzielic. Od stycznia bede sie nazywac "teacher of social understanding for ASD". Przedziwna nazwa wiec moze i "kariera" przedziwna tez bedzie. Zobaczymy.

Komu nie powiem - kazdy mi zazdrosci. Nie wiem za bardzo czego bo np wakacje bede miec teraz krotsze (Andriusza twierdzi, ze nie krotsze tylko takie jak kazdy normalny czlowiek. Nauczyciele wobec tego nie zaliczaja sie do tej normalnej grupy bo glupie 30 dni to co to za wakacje jak sie ma w roku wolnych 12 tygodni?). No wiec kazdy mi zazdrosci a ja, jak na mnie przystalo, teraz wielce zaluje bo mi sie w starej pracy nagle BARDZO zaczelo podobac. Wszystko jest fajne i super, no wszystko bez dwoch zdan. Po raz pierwszy w zyciu dajac pani dyrektor swoje wypowiedzenie mialam lzy w oczach. A ona co? - A ona na to - "nie martw sie, przeciez tutaj wrocisz" (!). No to probuje sie nie martwic bo skoro stare miejsce moze kiedys w przyszlosci bedzie na mnie czekac - to co mam do stracenia?

poniedziałek, 21 września 2009
Od nowa

Wiec zmiany sa takie, ze wciaz jestem w szkole, w ktorej na chlopski rozum nie powinnam juz byc. Klasa mi sie tylko zmienila, z wiekszej (czytaj starszej) na mniejsza (czytaj mlodsza) chociaz zdaniem wszystkich szalenie rozumna. Moze i oni rzeczywiscie najmadrzejsi sa w calej szkole, mimo swojego mlodego wieku, ale i szalenie glosni i niedojrzali i w zwiazku z tym pierwszy z nimi tydzien mialam dosyc poobijany i pokopany, bo sa agresywni a z emocjami nie potrafia jeszcze sobie dobrze radzic. W drugim tygodniu juz sie zmadrzylam i zaprowadzilam swoje "mainstream" porzadki. Teraz mam spokoj, przynajmniej na razie, bo w takich szkolach niestety nie zna sie "dnia ani godziny" wiec czujna byc musze. Dochodze do wniosku, ze uczniowie w szkolach specjalnych lubia jak sie ich traktuje "normalnie" i wtedy "normalnie" sie zachowuja. Przypominanie im, ze sa inni powoduje tylko jakies mniejsze lub wieksze frustracje.

Troche tesknie za Jamie'm i za reszta z ubieglego roku, do ktorej zdazylam sie juz przyzwyczaic. Niestety szkola ma tendencje do ciaglych rotacji i ludzkich mieszanek co moze wydawac sie rzecza co najmniej dziwna znajac upodobania autystykow do rutyny i niezmiennych sytuacji.

Egzamin mam na glowie i pare takich innych zyciowych rzeczy wiec nie obiecuje, ze pisac bede systematycznie ale moze troche czesciej niz dotychczas.

środa, 24 czerwca 2009
Papierowa wojna swiatowa

Alarm przeciwpozarowy popsul mi dzisiaj troche plany bo "ucial" kawalek lekcji z moja ulubiona klasa 11. Klasa jest 11 i chlopakow w niej tez 11 chociaz czasami mam wrazenie, ze jest ich o wiele, wiele wiecej. Ostatnio przerabiamy pierwsza wojne swiatowa - bo chlopcy sami mnie o to poprosili a ze szkola jest specjalna wiec planu kurczowo trzymac sie nie musze (na szczescie bo bezsensowny) i uczniowskie zachcianki spelniac moge. Te wojenne opowiesci sa co prawda mocno ograniczone, z oczywistych wzgledow, ale chlopaki siedza zachwycone i wpatrzone we mnie jak w jakis najswietszy obraz (no chyba, ze ktos inny odwroci nagle ich uwage, o czym dalej).

Dzisiaj opowiadalismy sobie o smutnym zolnierskim okopowych losie i zahaczylismy tez o militaria. Kurgan co prawda grozil, ze zwymiotuje na lawke ogladajac zdjecia ze wsza w roli glownej ale pod klasowa presja zdolal sie na szczescie powstrzymac.

Na koniec pozwolilam zabrac glos Jamesowi D., ktory namietnie wykonuje z papieru rozne przedmioty. (Tu mala dygresja - przez czas jakis James poruszyl sie po szkole z papierowa fajka w ustach. Po kilkunastu dniach zglosil sie do jednego z nauczycieli z oswiadczeniem: "Phil, od dzisiaj postanowilem przestac palic w godzinach szkolnych". Od tego czasu nikt go wiecej z "fajka" juz w szkole nie widzial).

James rozlozyl na swojej lawce papierowa kolekcje rewolwerow, karabinow, pistoletow i sam Pan Bog wiec czego tam jeszcze, i jak przewodnik jakis w muzeum rozpoczal swoja prezentacje. Wszyscy chlopcy natychmiast odwrocili sie w jego strone, bo James wydawal z siebie przedziwne odglosy, celowal i "strzelal", i z zachwytem przypatrywali sie tej jego demonstracji, tak jakby to co najmniej jakas "zywa" bron byla.

Mamy kontynuowac za tydzien. Moze tym razem James pojawi sie np z czolgiem.

poniedziałek, 15 czerwca 2009
Wyjasnienie
Ech, znowu mnie tu od wiekow nie bylo ale sie pojawie, pojawie tylko 480 prac egzaminacyjnych sprawdze (bo znowu zaszalalam), kursowy esej napisze (bo przeciez nie mam co robic, wiec sie wiecznie douczam), nielad domowy i zyciowy uprzatne, zarosniety mini ogrodek w trawiasta pustynie zamienie, napisze plany szkolne, ktore od 2 tygodni powinny byc juz gotowe i w koncu zastanowie sie jak sobie zycie na lepsze odmienic.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21